Początkujaca agentka bloguje

    oczywiście – nie tylko o ubezpieczeniach

    Ostatnio koleżanka polecił mi kolejny świetny serial. Mowa o „Zemście”, ale niekoniecznie tej naszej, którą napisał Fredro i którą omawialiśmy jako lekturę w szkole, tylko o amerykańskiej serii „Revenge”. Za jej namową zaczęłam oglądać pierwsze odcinki i rzeczywiście fabuła mnie porwała. Serial liczy 4 sezony i z przykrością stwierdzam, że więcej  już nie będzie. Wiosną premierę miał ostatni sezon, a jako że zaczęłam go oglądać później nie doczekałam się tego dreszczyku emocji, kiedy to musisz czekać przez cały tydzień na kolejny odcinek.

    Akcja rozgrywa się w Hamptons w stanie Nowy Jork i przedstawia historię bogatej rodziny, która jest uznawana niemalże za królewską i która ma wiele tajemnic z przeszłości. W mieście pojawia się nowa osoba – Emily, która jak się okazuje jest córką człowieka, który przed wieloma laty doprowadził do ataku terrorystycznego. Skrywając się za nową tożsamością, postanawia wydobyć na światło dzienne prawdziwą wersję zdarzeń i kolejno mści się na osobach, które przyczyniły się do wrobienia jej ojca w zbrodnię. David Clarke zostawił córce duży majątek, który pomaga Emily wejść w wyższe sfery i wejść do gniazda żmij czyli rodziny Grayson. Jak widać swoiste ubezpieczenie dla dzieci może przybrać różne formy i tak samo różnorodnie może zostać wykorzystane. W tym przypadku córka postanowiła oczyścić imię zmarłego ojca.

    Jeżeli jeszcze nie oglądaliście „Revenge” szczerze polecam. Sprawdźcie przez co przechodzi Emily i jakie niespodzianki czekają na nią w Hamptons.

    Podróże są dla większości przyjemnością, chociaż osobiście znam kilka osób, które rzadko gdziekolwiek wyjeżdżają. Sama w tym roku ponownie spędziłam urlop na południu Polski. Odwiedziłam miasto, z którego pochodzi nasz świetny skoczek narciarski Adam Małysz. Teraz, gdy już powakacyjne emocje opadły i wróciłam do obowiązków zawodowych, mogę zupełnie szczerze powiedzieć, że Wisła jest przepiękna. Zdecydowanie polecam ją każdemu, kto lubi piesze wycieczki, a sama z pewnością jeszcze tam wrócę.

    Dla osób, które jeszcze nie były w Wiśle, ale także dla tych którzy lubią wracać w to samo miejsce znajdzie się kilka ciekawych szlaków wędrownych. Jeżeli nie chcemy zdawać się na przewodniki i na najpopularniejsze trasy możemy sami ustalić swój plan wycieczki. Najważniejszym celem może być dla nas Barania Góra (1220 m.n.p.m.), z której wypływa najdłuższa polska rzeka Wisła. Jest to chyba jeden z najbardziej angażujących wiślańskich szlaków, aczkolwiek nie należy do specjalnie trudnych nawet dla amatorów górskich wędrówek.

    Wisła jest miastem, które można odwiedzić zarówno latem jak i zimą, ze względu na liczne trasy zjazdowe. Centrum miasta – Wisła Uzdrowisko (informacja dla osób, które chciałyby wybrać się na wakacje pociągiem) jest równie piękna, jak w bardziej znanych miejscowościach. Deptak w centrum i przyległe restauracje oraz kawiarenki pozwalają przyjemnie spędzić wieczory po całodniowej wędrówce i zebrać siły na kolejny dzień.

    Uwaga Kredytobiorcy!

    0

    Dzisiejszy post dedykuję wszystkim kredytobiorcom – jeśli zamierzasz w najbliższym czasie zaciągnąć kredyt hipoteczny na swoje wymarzone mieszkanie lub dom, to naprawdę powinieneś czytać dalej.
    Teoretycznie od maja 2012 roku poziom stów procentowych jest obniżany przez Narodowy Bank Polski. Aktualnie stopa referencyjna wynosi 2,0%. Mogłoby się wydawać, że znakomita okazja dla Polaków, którzy nie mogą sobie pozwolić na zakup swojego M4 inaczej niż na kredyt.
    Niestety KNF (Komisja Nadzoru Finansowego) zadbała o to, żeby nie było tak dobrze i żeby kredyt nie był jednak tani i tak łatwo dostępny, co jest bardzo dobrą zagrywką, ponieważ ludzie konsumują (wydają) więcej niż mają pieniędzy (oszczędności), zaś banki jak szalone kreują pieniądz i rozdają kredyty jak cukierki w Halloween. Rozporządzenie S KNF-u, od 2014 zaostrzyło zasady przyznawania kredytów. Wszyscy, którzy starali się o kredyt hipoteczny w 2014 roku, musieli mieć wkład własny w wysokości 5% wartości nieruchomości. W tym roku sytuacja się zmieniła i kredytobiorcy muszą nieść środki w minimalnej wysokości 10% wartości nieruchomości. W 2016 i 2017 roku wkład własny wzrośnie odpowiednio do 15% i 20%.
    Według analityków, najlepszym czasem na zaciąganie kredytów hipotecznych jest pierwsza połowa tego roku, ponieważ później przewidują podwyżki stóp procentowych, co spowoduje podrożenie kredytów, zaś aktualne wymagania dotyczące wkładu własnego są stosunkowo niskie. Pamiętajmy, że decydując się na kredyt hipoteczny musisz również wybrać ubezpieczenie na życie – banki wymagają polis życiowych, jako formy zabezpieczenia w razie nieszczęśliwych wypadków, które uniemożliwiłyby Ci spłatę kredytu. W przypadku takiego ubezpieczenia wymagana jest cesja na bank, czyli przeniesienie prawa do uzyskania świadczeń na bank. Suma takiego ubezpieczenia musi odpowiadać wartości nieruchomości, na którą został zaciągnięty kredyt. Warto samemu wybrać produkt ubezpieczeniowy pod kredyt hipoteczny, ponieważ dzięki temu możemy zakupić ubezpieczenie, które nie będzie stanowiło jedynie ochrony dla banku, ale będzie również ochraniać nas samych na wypadek nieszczęśliwych zdarzeń losowych.

    Przed nami (niestety) ostatni sezon House of Cards. Nie jestem typem „serialoholika”, tak jak moi niektórzy znajomi, jednak House of Cards mnie więcej niż wciągnął!

    Genialna: obsada aktorska, muzyka, reżyseria i dialogi.

    House of Cards opowiada o Franku Underwoodzie – przebiegłym, bezwzględnym kongresmenie. Frank jeśli coś zaczyna, to to kończy. Bez względu na konsekwencje – on i jego żona Clare (Robin Wright) nie cofną się przed niczym i dążą po trupach (dosłownie) do celu.

    Serial ten jest odbiciem współczesnego Waszyngtonu, w którym rządzą chciwość, korupcja i seks.

    Nigdy nie rozumiałam, jak moi znajomi mogą usiąść i wchłonąć cały sezon serialu za jednym zamachem – dzięki House of Cards już ich rozumiem. :)

    Jakoś dwa tygodnie temu w sieci pojawił się zwiastun i data premiery ostatniego, trzeciego sezonu. Dzięki bogu, Domek z kart jest produkcji Netflixa – nie będę musiała sobie dawkować po jednym odcinku tygodniowo, albo nie daj boże z jakimiś dłuższymi przerwami (jak to ma w zwyczaju robić HBO czy Showtime – oni uwielbiają się trzymać swoich widzów w niepewności i pastwić się nad nimi wypuszczając jeden, malutki odcineczek na tydzień, albo nawet na dwa!). Dlaczego? Ponieważ Netflix dba o swoich widzów i ujawnia cały sezon na swojej platformie – wprowadzono takie rozwiązanie, aby zmniejszyć piractwo serialowe i nie ma co się oszukiwać, chyba im się udało. :)

    House od Cards znajdzie się na platformie Netfliks już 27 lutego!!!

    Jeśli nie poznaliście jeszcze Franka i Clare, to koniecznie powinniście obejrzeć House of Cards! :)


    https://weyerblog.wordpress.com/2016/10/26/potrzebuje-nowej-strony-bo-terminy-gonia/

    Nowy operator – nowe korzyści

    0

    Takie moje małe fatum: telefon komórkowy + chwila nieuwagi + woda (duuużo wody) = ups…

    Jeśli ktoś miałby zostać ogłoszony Mistrzem Topienia Telefonów, to chyba w mig wymiotłabym całą konkurencję, starającą się o ten niezbyt pochlebny tytuł.

    Mówi się, że szewc bez butów chodzi, jednak sama posiadam ubezpieczenie na życie - nie tylko doradzam ludziom przy wyborze najlepszej dla nich polisy.

    Pomyślałam więc… Dlaczego by nie sprawić takiego „ubezpieczenia” swojemu nowemu telefonowi? Jemu by się z pewnością przydało.

    To już czwarty telefon – czwarty telefon, który straciłam w wyniku jego baaardzo bliskiego kontaktu z H2O, albo kostką brukową.

    Pierwszy – zgubiony na molo w Kołobrzegu, dryfuje teraz pewnie gdzieś po morzach i oceanach. Drugi – wstyd się przyznać… Wpadł do ubikacji, jedyne, co mi pozostaje, to nakłaniać Was do zamykania klapy – ZAWSZE,  ale to Z A W S Z E. Trzeci – najpierw utonął na stole w nie najlepszej zresztą restauracji, a następnie został okrutnie zmiażdżony w domowym zaciszu. Czwarty… To bardzo świeża sprawa. Nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale wylądował na kostce brukowej wyświetlaczem do ziemi i proszę bardzo – czarna wdowa by się nie powstydziła tak pokaźnej, gęstej pajęczynki. Przysięgam, to nie ja – sam się targnął na życie! I co ja z tego mam? Nic. Obiecałam sobie, że piąty raz, mój kolejny telefon się nie utopi! Dbam, pilnuję. Mam nowy!

    Niecałe 3 zł miesięcznie i żadne stłuczenia nam niestraszne. Oferta pomarańczowego operatora jest naprawdę bardzo korzystna, dlatego jeśli również „masz szczęście” do takich wypadków i nieszczęść jak ja – powinieneś poważnie się zastanowić nad ubezpieczeniem zarówno swojego telefonu jak i siebie. Nigdy nie wiadomo, kiedy pomoc ubezpieczyciela może okazać się bezcenna! :)

    Z uwagi na to, że baaaardzo dużo ostatnio pracuję, to niestety nie mam czasu na przesiadywanie w kuchni. Jednak każdy czasami ma ochotę na coś słodkiego domowej roboty, nieprawdaż? :) Ostatnio (równie zapracowana, co ja) koleżanka poleciła mi naprawdę świetny przepis na pyszne muffinki marchewkowe NA SZYBKO! Nie zastanawiałam się długo i wracając z pracy kupiłam składniki, żeby zaskoczyć mojego Łasucha :)

    Przepis jest prosty jak barszcz!

    Składniki:

    - 2 szklanki startej na grubych oczkach marchewki

    - 1 i 1/2 szklanki mąki

    - 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

    - 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

    - 1 łyżeczka cynamonu

    - 1/2 łyżeczki imbiru

    - 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej

    - 3/4 szklanki oleju roślinnego

    - 3 duże jaja (lub 4 mniejsze)

    - 1 szklanka brązowego cukru

    - 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

    Pieczemy ok 20-30 min Żeby dowiedzieć się,czy nasze słodkości są już gotowe, wbijamy patyczek w dowolną babeczkę i sprawdzamy, czy jest suchy :)

    Uwierzcie lub nie, ale za pierwszym razem, na śmierć zapomniałam dosypać cukru! :) Prawie złamałam łyżkę mieszając niesłodkie ciasto (cukier rozrzedza i dzięki temu dobrze się miesza składniki). Wyszły brzydkie i niesłodkie – wszyscy się ze mnie śmiali, że zrobiłam dietetyczne…:)

    Po dietetycznych przyszedł czas na kolejną partię muffinków – tym razem puszystych i słodkich! :)

    Mam nadzieję, że spróbujecie tych domowych pyszności „na szybko”!

    Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam smacznego! :)

    109482940_ebde421b67_z

    Wyłączenia odpowiedzialności to jedna z najważniejszych kwestii, jeśli chodzi o ubezpieczenia, nie tylko na życie. W każdym ubezpieczeniu, nawet tym nazywanym „od wszystkich ryzyk”, znajdziemy jakieś ograniczenia. W przypadku ubezpieczenia All Risks – ubezpieczony jest chroniony finansowo na wypadek tzw. ryzyk nienazwanych, oprócz tych, które zostały wymienione w wyłączeniach odpowiedzialności.

    O tanich ubezpieczeniach na życie online

    …można usłyszeć wiele nieciekawych opinii. Takich, że człowiekowi się od razu odechciewa ubezpieczać. Cóż, pewnie dla każdego z nas ważne są koszty, jakimi zostajemy obarczeni w przypadku kupna jakiegokolwiek ubezpieczenia. To może doprowadzić do kierowania się ceną, a nie jakością. W przypadku produktów ubezpieczeniowych możemy sobie wyrządzić dużą szkodę, jeżeli będziemy chcieli zaoszczędzić niewielką sumę, a tym samym wybierzemy gorszy zakres ochrony.

    Dlatego przed podpisaniem jakiejkolwiek umowy trzeba ją dokładnie przeczytać i 10 razy zastanowić  się, czy na pewno odpowiadają nam jej warunki. Nie ma co ryzykować i na siłę uznawać, że bez kilku elementów ochrony możemy się obejść. Najpierw powinniśmy wybrać idealny zakres ochrony finansowej ubezpieczyciela, a później szukać cenowo atrakcyjnej oferty, która go zawiera.

    Wyłączenia odpowiedzialności trzeba znać, żeby nie być zaskoczonym przez niemiłą niespodziankę. Spotkał Cię wypadek, leżysz poszkodowany w szpitalu i nagle okazuje się, że nie dostaniesz odszkodowania, bo wydarzenie było objęte wyłączeniem odpowiedzialności! Jak to nie wiedziałeś? Przecież przeczytałeś umowę…Bez czytania? Gratulacje…

    Początkująca agentka serwuje sushi

    0

    To przysmak, który ma bardzo skrajne opinie. Sushi albo się uwielbia, albo nienawidzi. Nie ma nic pomiędzy. W sumie nic dziwnego. Większość typów tej japońskiej potrawy ma jako główny składnik surowe ryby i owoce morza. W dodatku zawija się je w wodorosty. Można tego nie lubić. Zwłaszcza jeśli się ich nie próbowało, bo sam opis nie zachęca, a Polacy słyną z tego, że zwykle narzekają na to, z czym nigdy nie mieli do czynienia. Ale gwarantuję, jeśli raz się ich spróbuje, nie zamieni się ich na nic innego.

    Rodzajów sushi jest tak dużo, jak mieszkańców kraju, z którego pochodzą. Może nieco pzesadziłam, ale naprawdę jest w czym wybierać. Różnią się składnikami oraz sposobem przyrządzania. Mam kilka swoich ulubionych, których nie zamieniłabym na nic innego.

    1. Przede wszystkim uramaki – najpyszniejsze z najpyszniejszych. Jest to sushi na opak. Składniki znajdujące się wewnątrz, zawinięte są w glony nori, a te otoczone są ryżem. Na wierzchu znajduję się zwykle dodatkowo sezam.

    2. Hosomaki – mają zwykle tylko jeden składnik (np. ogórek, awokado lub rybę itp.), wokół niego dostajemy niewielką warstwę ryżu zawiniętą w arkusz glonów.

    3. Futomaki – te są o wiele większe od hosomaków i zawierają już kilka składników.

    raw-sushi-1097398-m

    Sushi jemy pałeczkami (jest to nie lada wyzwanie, wierzcie mi) lub palcami. Dostajemy do nich dodatkowo sos sojowy, japoński chrzan wasabi (powiedziałabym, że jest to chrzan nad chrzanami, jeśli chodzi o kryterium ostrości) oraz marynowany imbir, jedzony w niewielkich ilościach między różnymi rodzajami sushi w celu oczyszczenia kubków smakowych.

    Bardzo długo zastanawiałam się, co to za liście, które dodają do zestawów w restauracjach podających sushi. A jak już się dowiedziałam, to zapomniano dopowiedzieć, że nie jest to przysmak, który je się garściami. Szczerze mówiąc sama nigdy za imbirem nie przepadałam. Zwłaszcza marynowanym. Cóż, człowiek uczy się całe życie.

    Już wiem, co przekąszę dzisiaj na kolację. ;)

    Ubezpieczenie mienia firmy w transporcie

    0

    Własność firmy narażona jest na różnego rodzaju zniszczenia w jeszcze większym stopniu niż własność prywatna. A w przypadku przewozu sprzętu firmowego zagrożenie to wzrasta. Nie jesteśmy bowiem w stanie przewidzieć całej masy zdarzeń losowych, które mogą się wydarzyć w nieodpowiednim dla nas czasie i miejscu.

    Dlatego gdy mamy zamiar przewozić sprzęt należący do firmy, którą zarządzamy, powinniśmy pomyśleć o odpowiednim ubezpieczeniu majątku firmy. Wiadomo, samo ubezpieczenie nie uchroni nas od wypadków, ale pozwoli odzyskać wartość sprzętu, który możemy w podróży utracić. Polisa opisana na ubezpieczeniadlafirm.com.pl, mająca za zadanie zabezpieczenie własności firmy tylko w miejscu pracy, nie jest więc wystarczająca.

    Dlaczego warto zainwestować w takie ubezpieczenie? Przecież przewoźnik powinien mieć ubezpieczenie OC, które chroni również przewożony towar przed jego uszkodzeniem. Owszem, ale ubezpieczenie to obowiązuje tylko w przypadku, gdy odpowiedzialność za uszkodzenia ponosi sam przewoźnik i były one jego ewidentną winą. Nie obejmuje ono jednak zdarzeń losowych, przed którymi również warto się zabezpieczyć.

    Co więc może być takim zdarzeniem losowym? Otóż z punktu widzenia ubezpieczyciela są to wszelkiego rodzaju siły natury (m. in. silny wiatr, uderzenie pioruna, grad), a także włamanie i rabunek, wypadek środka transportu, przygniecenie innym ładunkiem, nie należącym do właściciela przewożonego sprzętu i wiele innych, które wskazane są w ogólnych warunkach ubezpieczenia. Należy więc dokładnie się z nimi zapoznać przed podjęciem decyzji.

    Początkująca agentka wraca na studia

    0

    stock-photo-20191626-modern-education-and-online-learningNadszedł październik. Dla przeciętnego dorosłego to kolejny miesiąc pracy. Dla przeciętnego ucznia – następny smutny dzień, kiedy pójdzie do szkoły i spotka się z kumplami. Ale dla studenta… to czas, kiedy trzeba się przestawić z imprezowania po nocy, spania do południa i podróżowania po świecie. Czas wracać na zajęcia!

    Rok akademicki trwa już tydzień. Wszystkie możliwe zajęcia organizacyjne za nami. Teraz dopiero zacznie się znoszenie książek do domu i spędzanie nad nimi resztek pozornie wolnego czasu. Ale kto powiedział, że tak musi wyglądać życie studenta?

    Studia to przecież najlepszy czas w życiu, jak mówi moja mama. I pewnie większość mam. ;) Wystarczy tylko odpowiednia organizacja pracy, żeby móc cieszyć się tym już nie beztroskim, ale przyjemnym czasem. Oto mój sposób na pogodzenie nauki i pracy z życiem prywatnym.

    1. Najpierw czasochłonne obowiązki – zaczynając od zadań, które wymagają najwięcej pracy i czasu, ułatwiamy organizację tych „mniejszych”. Gdy najpierw wsypiemy do szklanki duże kamienie, a dopiero potem zasypiemy je drobnym piaskiem, zawartość szklanki będzie większa. Gdybyśmy zaczęli od piasku, na kamienie zostałoby zbyt mało miejsca.
    2. Przerwy to podstawa – co każdą godzinę pracy przewidź dwudziestominutową przerwę. W ten sposób dasz organizmowi odpocząć. Mózg będzie pracował lepiej, gdy będzie wypoczęty.
    3. Połącz przyjemne z pożytecznym – uprzyjemnij sobie czas podjadając słodkości, skubiąc słonecznik lub puszczając ulubioną muzykę w tle. Odbierając bodźce smakowe i dźwiękowe organizm będzie się relaksował w czasie pracy.
    4. Śpij dużo – naukowcy donoszą, że przeciętny człowiek potrzebuje od 7 do 9 godzin snu, aby sprawnie funkcjonować w ciągu dnia. Zarywanie nocy w celu nadrabiania zaległości w nauce też nie sprzyja przyswajaniu wiedzy.
    5. Ruch i świeże powietrze – nie zapomnij o spacerze. Co jakiś czas warto odpuścić powrót tramwajem czy autobusem na rzecz odrobiny świeżego powietrza.